Menu

„Głupiec”

Lipiec 13, 2018 - Człowiek
„Głupiec”

 

*
Szedł przez świat Głupiec
W kierunki nieznane
Wszystko mu domem
I sam sobie panem
*
Wtem wiatr go poprosił
Co mądrość posiadał
Co by siadł na chwile
I się wyspowiadał…
*
Zatrzymał się Głupiec
Coś w myślach rozważył
Lecz myśli- wiatr głupi!
Więc go zlekceważył…
*
Szedł dalej przed siebie
A dąb stał u drogi
I szeptał do Głupca
– opowiedz swe drogi-
*
Zawahał się Głupiec
Na szepty, namowy
Lecz myśli- dąb stary
I nudne ma mowy…
*
Szedł nadal wytrwale
Aż upadł trzy razy
Na głazach się obił
Cóż warte są głazy?
*
I choć go prosiły
O rozmów trzy czwarte
Odpatrzył im ledwo
Nic głazy nie warte!
*
Szedł Głupiec przed siebie
Z odwagą przemożną
Wtem wzrokiem zahaczył
Kapliczkę przydrożną…
*
I szeptał mu Chrystus
Przybity gwoździami
– zatrzymaj się przy Mnie
nie gardzę Głupcami-
*
Pomyślał przez chwilę
I wzrok spuścił w ziemię
I myślał- Ten każe
Zapuścić korzenie…
*
– On moc ma zatrzymać
I stać mi się Panem
Zbyt cenię mą wolność
U krzyża nie stanę-
*
Szedł dalej przed siebie
I lekka mu dusza
Choć słyszał z oddali
Płacz cichy Chrystusa…
*
Żył Głupiec swobodnie
Cieszyła się ziemia
Chłostała go silnie
Słała doświadczenia…
*
Lat sto upłynęło
Dla Głupca włóczęgi
Wracając na duszy
Czuł kajdan obcęgi
*
I poznał, że wraca
Drogami sprzed czasu
Znów wiatr go zatrzymał
Wśród mocy hałasu
*
Poprosił o spowiedź
Namawiał i wołał
Aż Głupiec rozpoznał
W nim głos Apostoła
*
Toż nawet dąb zemdlał
Zdziwienia nie zmieścił
Gdy Głupiec siadł pod nim
I snuł opowieści…
*
Stos głazów przywitał
Nic wartych przed wiekiem
I objął w rozmowie
Jak człowiek z człowiekiem…
*
I poznał po śladach
Własnego trzewiczka
Co stąpał przed laty…
Że będzie kapliczka
*
I przyszedł gdzie stała
Zamarła mu dusza
Na krzyżu ni gwoździ
Ni ciała Chrystusa
*
Rozpłakał się nagle
I wzrok spuścił w ziemię
To tutaj chciał bowiem…
Zapuścić korzenie
*
I wrócił do głazów
Co łzy już poznały
Tam lament swój wielki
Wykrzyczał w głos cały
*
Rozpaczał, że przyjdzie
Mu szukać Chrystusa
Gdy osiąść chciał w końcu
Miast tego- wyrusza!
*
I poszedł ponownie
Z zamiarem rozdartym
Cóż warty jest Głupiec…
Gdy nic jest nie warty?
*
Pustynia mu wpadła
Na mocne spotkanie
– Ach, pewnie tu koniec
Dni moich nastanie-
*
Nie zawsze śmierć jednak
Z pustyni wynika
Tym bardziej gdy domem
Bywa…pustelnika
*
Gdy wyszedł z swych komnat
Co piasek okrywa
Zadziwił się Głupiec
I patrzy- brew siwa
*
A broda mu długa
Jak za panną wstęga
Toż taki pustelnik
To kraju potęga!
*
Więc pyta go spiesznie
Aż lekka mu dusza
Czy widział być może
Gdzieś z krzyża Chrystusa
*
Czy może przechodził
Przez suszy tej drzwiczki
Ten Chrystus co więźniem
Był niegdyś kapliczki…
*
– Nim powiem gdzie Chrystus
Imię swe zdradź, bracie-
– Ja Głupiec
-Ty Głupiec? W Chrystusowej szacie?
*
– Cóż znaczyć ma szata
Gdy na mnie łachmany?
Czy myślisz żem wdzięczny
Gdy przez cię wyśmiany?
*
Już myślał- pustelnik…
Niewiele poradził-
Ten przejrzał myślenie
– Toż Bóg cię prowadzi-
*
– I pełno mi Jego
Spojrzenia w twym wzroku
I Jego ramienia
Gdzie idziesz, tam pokój…
*
– Już w krzyżu ty polnym
Nie znajdziesz Chrystusa
Gdyż teraz Go gości
Twe serce, twa dusza…
*
– On z tobą wędrował
Mimo twej odmowy
– Jam Głupiec!
– Tak, Głupiec, ale Chrystusowy…
*
– A wiedz tajemnicę
Schowaj między nami
Chrystus Mędrcem ‚gardzi’
Nie gardzi Głupcami
*
Gdy w świat znów wyruszał
Szczęśliwy i nowy
Niejeden go w służby
Wołał po tajnemu…
– Jak zwą cię?- pytali
– Głupiec Chrystusowy
Nie pójdę na służby innemu…
*
Anna Dawidowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.